MYZONE OCENIA:
Zespół The Do pojawia się w konkursie po raz drugi. Tym razem z kompozycją zupełnie inną od poprzedniej. Ktoś powie – niezwykłe, oryginalne, zaskakujące, ale czy na pewno? Zacznijmy od wokalu. Owszem, zwraca on uwagę, sprawia wrażenie takiego obojętnego, lekko niechlujnego, co moim zdaniem ani trochę nie pasuje do tego utworu. Przy pierwszym odsłuchaniu wydaje nam się, że propozycja z Kazachstanu ma klimat afrykański, kojarzy nam się z pewnego rodzaju rytuałem, dzikim tańcem. Gryzie nam się to z zimnym, wyrachowanym wręcz głosem wokalistki. Być może taki zabieg był celowy. Mnie nie przekonuje. Kolejnym minusem jest dość uboga warstwa muzyczna i powtarzalny, nudny schemat. Pierwsza zwrotka jest zdecydowanie za długa, w pewnym momencie zaczyna być nużąca i czekamy na jakiś „wybuch”. Nuda towarzyszy nam niestety do końca. Powtarzanie w kółko tych samych fraz przy niemal identycznym podkładzie może irytować, prawda? Podsumowując, pomysł był dość ciekawy, niestety realizacja zawiodła na całej linii. Nie wiem jak przyjmą tą piosenkę uczestnicy, ale ja nie widzę Kazachstanu wśród kandydatów do finału.
OCENA: 60/100
Kolejna artystka z którą mamy przyjemność spotkać się po raz drugi. Regina Spektor, bo to o niej mowa, konsekwentnie prezentuje nam lekkie, zwiewne i przyjemne przyśpiewki idealnie pasujące do płytkich komedii romantycznych. Tym razem wokalistka postanowiła pójść troszkę dalej i zajrzeć głębiej w swoją twórczość. Szalenie podoba mi się warstwa muzyczna i cała aranżacja. Jest niezwykle ciekawa, zaskakująca, a nawet wciągająca. Atmosfera towarzysząca melodii wywołuje u mnie lekki dreszczyk. Niepokojące uderzenia w klawisze pianina, czy wariackie walenia w bębny w kilku momentach nadają całej piosence niepowtarzalnego nastroju. Człowiek chce więcej, czuje niedosyt i chętnie posłuchałby kontynuacji, niekoniecznie w tej samej propozycji. Niestety pojawia się także duży minus. Mianowicie chodzi o wokal. Ani trochę nie przekonuje mnie barwa tej pani. Jest dla mnie nudna, wyprasowana, wyuczona i po prostu nieprawdziwa. Artystka nie przekazuje emocji zawartych w tym utworze, śpiewa niemal na jednym oddechu. Głos powinien być tutaj tylko ozdobnikiem, ale niech będzie jakiś. Niech będzie magiczny, porywający i z charakterem. Kończąc moją opinię na temat tej piosenki, powiem, że z pewnością jest ona bardzo dobra i bez wątpienia zajdzie daleko, ale ten wokal… Zdecydowanie psuje całość.
OCENA: 89/100
Cyfra „2” zakpiła sobie z tej edycji… Bowiem Emma podobnie jak jej poprzedni koledzy i koleżanki też występuje w EuroSongs drugi raz. Jednak tym razem z zerowymi szansami na powtórzenie swojego pamiętnego sukcesu. Nawet nie ma się nad czym rozpisywać… Zwykła, podobna do miliona innych włoska pioseneczka z energicznym refrenem szybko wpadającym w ucho. Na szczęście włoscy kompozytorzy są tak obcykani w tego typu utworach, że rzadko kiedy popełniają jakieś poważniejsze błędy. Jest przyzwoicie. Świetny, charakterystyczny wokal, wyrazista wokalistka i melodyjna propozycja. Wydawać by się mogło, że idealny przepis na sukces, ale ile razy już to przerabialiśmy? Siedem? Dwanaście? A może nawet więcej. Przewidywalność i wtórność są największą zmorą Włoch. Nie wróżę jakiegoś oszałamiającego sukcesu, ale do finału powinna się zakwalifikować.
OCENA: 74/100
Jeszcze chwila i pomyślę, że to jakiś spisek. Nigdy nie zgadniecie, ale… Sky Ferreira też brała już udział w tym konkursie! Aaa, niespodzianka! Nieźle, co? W życiu bym się tego nie spodziewał. Niestety menadżer Szwajcarii popełnił ogromną gafę. Zupełnie zniszczył dobre imię tej wokalistki i oczernił ją w moich oczach. Tym utworem Sky sięgnęła dna… Stała się pustą, nijaką marionetką wykonującą tandetne twory bez wyrazu i jakiejkolwiek wartości. Kompozycja prezentuje to, co jest moim największym zarzutem w stronę amerykańskiego rynku muzycznego – fałsz. Ani trochę jej nie wierzę. Nie wierzę w to co śpiewa. Emocje na pokaz nie są dobre. Nie… Co ja piszę? Jakie emocje? Tutaj brak jakichkolwiek uczuć. Utwór jest nijaki. W najgorszym tego słowa znaczeniu. Takich produktów są miliony i jeszcze więcej. Zapewne Szwajcaria awansuje do finału i zapanuje wszechogarniający zachwyt nad tą kompozycją, ale na szczęście sidła tej maskarady były dla mnie za krótkie…
OCENA: 43/100
Jedna z nielicznych kompozycji, do których nie mam żadnego „ale”. Pomińmy fakt, że Laleh była już w EuroSongs nie raz. W sumie, to komu to przeszkadza? Skoro dzięki temu możemy dostawać takie cudeńka, to dlaczego nie? Laleh to świadoma artystka, która wkłada całe serce w każdą, najmniejszą cząsteczkę swoich piosenek. Utwór prezentowany w tej edycji szalenie mi się podoba. Jest ciekawy, inny, strasznie intrygujący. Zmienia się wraz z każdą sekundą, nie stoi w miejscu, jest nieprzewidywalny. Na plus także lekkie motywy kultury afrykańskiej, bo niewątpliwie pojawiają się w tej propozycji. Wokal jest oczywiście niezawodny. Idealnie pasuje, wszystko jest na swoim miejscu. Słuchając go, czuję radość, energię i inne emocje, które chciała przekazać wokalistka. Pojawiły się zarzuty, że za dużo w nim telewizji Trwam i motywów religijnych. Ja się pytam, gdzie? Zapewne Izrael nie awansuje do finału lub znajdzie się na granicy, ale dla mnie to niezaprzeczalnie jedna z najlepszych kompozycji tej edycji.
OCENA: 94/100
Zespół Little Dragon ma o wiele lepsze piosenki w swoim repertuarze. Ta jest najzwyczajniej w świecie średnia. Owszem, wprowadza do konkursu trochę powiewu świeżości, ale to dla mnie za mało. Kompozycja jest dość nudna. W kółko powtarzające się części są dobre, ale tylko wtedy, kiedy ulegają drobnym modyfikacjom i ulepszeniom w celu zwiększenia napięcia. W tym przypadku są identyczne, co po prostu drażni słuchacza i nastawia negatywnie do całości. Barwa głosu wokalistki idealnie komponuje się z resztą utworu. Lekko przytłumiona, nieobecna, czasem obojętna. Niestety na tym kończą się dobre strony białoruskiej propozycji. Podsumowując, wypada to blado i szaro widzę jej przyszłość w konkursie.
OCENA: 56/100
Czas na jedną z najgorszych piosenek tej edycji. Kicz, tandeta i jeszcze raz kicz. Kompozycja jest tak nadmuchana i tak przerysowana, że aż coś się robi człowiekowi tam w środku. To mdłości? Nie zdziwiłbym się. Dodajmy do tego mocny, ale niezwykle kwadratowy i nieudolny wokal piosenkarki i te pseudo chóry w tle… No koszmar jakiś. Aż żal się robi, że po fajnym, przebojowym krasnym jabłuszku z poprzedniej edycji dostajemy taki przeraźliwy twór.
OCENA: 25/100
Pod względem zmarnowania potencjału ta piosenka zdecydowanie zajmuje pierwsze miejsce. Mogła z tego wyjść naprawdę ciekawa propozycja z nutą nowoczesności i promykiem grozy. No ale ten komputer… Bo to nie śpiewa człowiek, tylko maszyna. Brzmi to fatalnie, bardzo sztucznie i irytująco. Warstwa muzyczna sama w sobie jest bardzo dobra. Coś nowego i oryginalnego. Być może zbyt chaotyczna i nieuporządkowana, ale myślę, że taki był zamysł twórcy. Z ludzkim, najlepiej kobiecym, głębokim wokalem utwór mógłby zrobić furorę. Niestety mamy dwudziesty pierwszy wiek, technologia poszła naprzód, a Gruzja skończy bardzo marnie w tej edycji.
OCENA: 45/100
La la la, jestem zakochany, śpiewam durną pioseneczkę i chętnie przyłączyłbym się do jeszcze durniejszej ekipy Disneya. Podręcznikowy przykład pustego tworu o niczym. Może i jest przyjemnie, dobra… bardzo przyjemnie, ale co dalej? Za chwilę posłuchamy dwie rozbudowane, piękne kompozycje z fajnym nastrojem i w ogóle zapomnimy, że Estonia bierze udział w tym konkursie. Pozytywnym aspektem jest fakt, że takie wesolusie utworki zawsze są porządnie wykonane. Przyzwoita aranżacja, chwytliwość, melodyjność i przyjemny dla ucha głosik. Najgorsze jest to, że zapewne znajdą się osoby wielbiące arcydzieła One Direction, czy innego produktu i umieszczą Estonię bardzo wysoko.
OCENA: 60/100
Bardzo dobry utwór. Świetnie wyprodukowany i przyzwoicie zaśpiewany. Kompozycja jest ciekawa, nie nudzi, zachwyca kolejnymi odsłonami. Im głębiej w nią brniesz, tym bardziej jesteś zafascynowany. Uroku oraz niepowtarzalności dodaje język szwedzki, który jest rzadkością w konkursie EuroSongs. Zdecydowanie najciekawszym punktem tego utworu jest część, w której został wykorzystany pewien efekt specjalny. Chodzi mianowicie o zabieg, w którym mamy wrażenie, że dźwięk słyszalny jest coraz głośniej i głośniej, pojawia się około 3 minuty. Mimo tych wszystkich moich „achów” i „ohów” nie mogę pozbyć się przekonania, że to wszystko jest takie…nieokrzesane. Mimo dobrych chęci czuję, że Linnea to taki „bachor”. Ani to techniki nie ma, ani charakteru. Zmierza w dobrym kierunku, ale do perfekcji jeszcze bardzo daleka droga. Zważając na fakt, iż jest to jej pierwszy singiel, wierzę, że jej się uda i wyrośnie na dobrą, świadomą piosenkarkę z interesującym repertuarem. Nie mogę się powstrzymać i na koniec będę wredny, niczym jeden z uczestników naszego konkursu. Kierując się ideą menadżera Wielkiej Brytanii, powiem, że odbiór całości psuje fakt, iż przez wszystkich uwielbiany i szanowany kowal poszedł na łatwiznę i perfidnie „ukradł” ,jak to on mówi, tą kompozycję. Postawa karygodna, zwłaszcza, że tak solidnie i z sercem pilnuje on innych uczestników i poucza, aby tego nie robić. Dla menadżera 0/1000, dla piosenki,
OCENA: 79/100
Znowu ona? Rozumiem, że Aura Dione to obecnie jedna z najpopularniejszych wokalistek, ale jakiś umiar chyba musi być… Nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby zaprezentowana kompozycja była czymś, czego jeszcze od tej pani nie słyszeliśmy. Tymczasem otrzymujemy typową piosenkę w stylu pop, która jest tak wtórna, że chyba bardziej się nie da. Owszem, wpada w ucho i jest bardzo energiczna, ale przez cały czas jej trwania próbujemy sobie przypomnieć, gdzie my to już słyszeliśmy? Niemal wszędzie. Utwór został skomponowany na oklepanym schemacie wakacyjnego hiciora, która to za zadanie ma podbić wszystkie listy przebojów i żeby puszczali go w stacjach radiowych co najmniej 8 razy dziennie. Proszę bardzo, ale ja chyba podziękuję i radia przestanę słuchać. Mówiąc najprostszym językiem piosenka jest dobra, chwytliwa, ale niebywale nudna i przewidywalna.
OCENA: 68/100
Chyba nie mogę ocenić tego utworu do końca sprawiedliwie. Dlaczego? W ogóle nie pojmuję jakim sposobem został on dopuszczony do stawki konkursowej, skoro został zaprezentowany w telewizji i obejrzało go jakieś 3 miliony Polaków. Przecież nasz obecny administrator tak rygorystycznie przestrzega tego punktu w regulaminie, że nawet jeśli Zosia Pipidówa usłyszałaby wystawioną przez kogoś kompozycję w radiu „Chronimy zielone lasy” o 3:49 rano, to musiałby być zmieniony, więc o co tutaj chodzi? Nie wiem, odpowiedź ukrywa się jedynie w zapracowanej, zaplątanej głowie admina i tam należy jej szukać. No ale jak trzeba to trzeba. Muszę coś napisać o samej piosence. Szalenie dobra jak na polski rynek muzyczny. Takich utworów mi brakuje. Niebanalny, zaskakujący i bardzo chwytliwy, okraszony nietypową barwą głosu wokalistki. Brawo! Podoba mi się i oby takich więcej.
OCENA: 82/100
Krótko i na temat. Mój osobisty zwycięzca. Przegenialna piosenka. Brakuje mi słów, aby opisać stan w jakim znajduje się słuchając jej. Cudowna wokalistka o niebanalnym głosie, którym bawi się, eksperymentuje i wyczynia rzeczy niebywałe. Uwielbiam ją. Muzyka wciągająca, magiczna wręcz. Słucham i przenoszę się gdzieś daleko, a mój umysł ogarnia błogi stan euforii. Dodajmy do tego chwytliwy tytuł i świetny, sprawiający wrażenie amatorskiego teledysk. Jestem zachwycony i chcę słuchać tego do końca i jeszcze dłużej. Poproszę o więcej takich piosenek. Zdaję sobie jednak sprawę, że Portugalia zapewne zostanie w swoim półfinale z jakimiś 45 punktami na koncie. Ehh…
OCENA: 100/100
Przypomnę tylko, że cyfra „2” to symbol tej edycji i właśnie po raz drugi pojawia się w EuroSongs Nneka, reprezentantka Kosowa. Jak to zwykle bywa piosenkę ma nieporównywalnie gorszą od poprzedniej. Nudną, miałką, nijaką i… napisałem już nudną?
Tak proszę państwa, bo właśnie nuda jest jedynym uczuciem, które odczuwam słuchając świecącej gwiazdki. Tytuł ma fajny i to by było na tyle… Na nieszczęście menadżera tego państwa bardzo nie lubię takich głosów. Drażnią mnie niebywale. Tak więc, hmm… Może następnym razem Nneko? Przyjdź kiedy to cyfra „3” będzie naszym symbolem. Nie, albo nie przychodź.
OCENA: 23/100
Jeden z moich faworytów tej edycji. Uwielbiam Feminnem razem i osobno też je będę kochał. Pamela ma silny głos i wykorzystuje go bardzo dobrze. Kompozycja może i jest troszkę amerykańska, ale język chorwacki dodaje jej uroku i niepowtarzalności. Choć jest to ballada, to ma niezwykłą moc i dość szybko się ją zapamiętuje. Nie jest pusta. Czuć emocje i przeżycia. Jakby tego było mało pod koniec pojawia się jakiś bałkański instrumencik, który jest tylko wisienką na tym jakże pysznym torcie. Duże tak ode mnie i liczę na sukces tej kompozycje, bo niezaprzeczalnie na to zasługuje.
OCENA: 92/100
Nigdy nie lubiłem Natashy B. Nie inaczej jest w przypadku tej piosenki. Zgoda, nie jest jakaś perfidnie zła, ale jakaś oszałamiająca też nie jest. Taka sobie przyjemna popóweczka radióweczka z chwytliwym refrenem i dość pozytywną melodią. Najmocniejszą stroną kompozycji jest refren, który ma bardzo fajną energię i przesyła wesołe, uśmiechnięte impulsy. Jak z wokalem? Nijak. Tak jakby go nie było. Barwa bardzo przeciętna, nie zwraca uwagi, nie denerwuje, nie drażni. Do radia podczas jazdy samochodem idealna, ale czy sprawdzi się w konkursie? Wątpię.
OCENA: 60/100
ABZEL OCENIA:
Bardzo relaksująca propozycja. Utwory tego typu zdecydowanie działają na mnie w pozytywnym sensie. Sprawiają, że chce mi się żyć. Głos wokalistki bardzo ciekawy, nietuzinkowy, nadaje utworowi klimatu. Jednak, żeby bić się o wysoką pozycję, brakuje tutaj swoistego uderzenia, które spowodowałoby, że pękam, puszczają mi nerwy. Po prostu słucha się bardzo dobrze, i chętnie wraca do kompozycji Birds Escape.
OCENA: 74/100
Zawsze dzieje się tak, że Szwecja mnie nie zawodzi. No dobra, może trochę źle powiedziane. Najczęściej MyZone wystawia utwory, które jestem w stanie pokochać, czasami jednak te naj najlepsze nie wygrywają w jego preselekcjach. Teraz jest podobnie. Marina nie była moją faworytką, jednak sam utwór w sobie jest magiczny, prawdziwy, ciekawy. Po kilku przesłuchaniach kompletnie oddałem się tej piosence. Dopadł mnie specyficzny stan, w którym moje podniecenie sięgnęło zenitu. Więcej takich utworów w konkursie, a świat będzie piękniejszy.
OCENA: 98/100
W tym momencie czuję zawód. Piosenka poprawna, miła. Jednak coś tutaj zdecydowanie mi przeszkadza. Po prostu może nie jest w moim guście. Głos wokalistki podoba mi się, czuć w nim lekką zadziorność. Jeśli chodzi o azjatyckiego pana (nie, nie jestem rasistą) – wydaje mi się, że stara się dorównać swojej partnerce, jednak nie daje rady. Całość brzmi trochę monotonnie, jednak nie najgorzej.
OCENA: 45/100
Wokalistka powraca do naszego konkursu w tej samej dekadzie. Tym razem z całkowicie innym repertuarem. Teraz Ane Brun prezentuje piosenkę pozbawioną jakiejkolwiek melodii głównej, raczej tutaj ma czarować sam głos wokalistki. To co słyszymy w tle, ma brzmieć jak podkład, coś drugożędnego, zagłuszonego przez niespotykanie dobry śpiew.
Myślę, że to może być sposób na udaną kompozycję. Dodaktowo chórki jakie pojawiają się w backfroncie nadają swoistego, tajemniczego klimatu całej piosence.
OCENA: 84/100
Kolejna triumfatorka powraca. I to w tym samym półfinale, nieźle.Emeli zmieniła repertuar. “My Kind of Love” to piosenka pełna smutku, który rodziera moje serce. Łączę się z wibracją, jaka napędza to co słyszę w głośnikach. Mógłbym pokusić się o stwierdzenie, że druga odsłona Emeli Sande jest lepsza od poprzedniej. Czy to także oznacza wygraną? Niekoniecznie, gdyż konkurencja nie śpi, i w tej edycji prezentuje się świetny poziom, jednak nie zawsze chodzi o wygraną, prawda? Czasami (tak jak teraz) dziękuje się za możliwość poznania tak dobrego utworu menadżerowi, który to wystawił.
OCENA: 97/100
Elektroniczny utwór z bardzo dobrymi wokalami, to połączenie, które tygryski lubią najbardziej. Duet Hands czaruje moje uszy, zaklina je niczym wprawiony szaman. Szczególnie wielką presję wywiera na mnie głos męskiej części tego duetu. Zadziorny, niespokojny, nieposkromiony. Opiane to wszystko jest delikatną, aczkolwiek dosadną melodią, która przy całej aranżacji schodzi na drugi plan, daje ogromne możliwości wokalne, jakie Hands wykorzystują bez problemu.
OCENA: 98/100
Przyznam się, że na prawdę słuchałem tego utwóru kilkanaście razy. Po co? Starałem się go polubić. Wiem, że ma potencjał. Intro niczym tytułowa piosena z filmu “Sala samobójców”. Jednak wszelkie me starania na nic. Nie mogę go przetrawić. Świetna aranżacja nie przysłania mi makabrycznego głosu wokalistki, i jej mało znośnej maniery do śpiewania. Wszystko ogólnie brzmi bardzo przeciętnie, pomimo faktu, że mogło być czymś wielkim. Niewykorzystana szansa.
OCENA:29/100
Magia. Prosta, czysta, lecz wspaniała magia. Żadnych tricków, ukrytych sztuczek. Utwór wyłożony przed widownią z kobietą na czele. Kobietą, która prezentuje głos zjawiskowy, niczym posłaniec z zastępów anielskich. Ten twór jest tak dobry, że czuję się przytłoczony po wysłuchaniu do końca. Język norwerski tylko buduje atmosferę, dodatkowo miażdżąca sekcja instrumentalna. W tym utworze nie ma miejsca na jakikolwiek błąd, wszystko jest perfekcyjnie stonowane – i nie wygra, to prawda. Ale w tym wypadku jest to najmniej ważny czynnik, po prostu chcę się nim napawać przez jak najdłuższy czas.
OCENA: 100/100
Hebrajski zawsze łagodził moje zmysły. Nawet jeśli to jest wyjątkowo sztuczny hebrajski, w wyjątkowo przeciętnej piosence. Nie podoba mi się w ogóle. Pewnie dlatego, że można ten utwór spokojnie zaliczyć do “łupanek”, jakich teraz pełno w radiu ESKA czy też innym o pochodnym pokroju. Nie chciałbym to tego utworu wracać częściej niż to konieczne. Nawet język nie uratował tej propozycji w moich oczach. Jest słabo i kompletnie bez jakiegokolwiek charakteru.
OCENA: 20/100
Jak podejść do szwedzkiego szlagieru? Byłbym hipokrytą, gdybym napisał, że ich nie lubię. Propozycja Oli dodatkowo nie jest aż tak typowa, jakby mogło się wydawać. A i owszem do stacji radiowych się nadaje, jednak ma swój klimat. Refren trochę zawodzi, bo po dojść przyzwoitych zwrotkach oczekuję wybuchu, a dostaję zapłon, który nim dotrze do bomby, gaśnie. Takie jest moje wrażenie, jednak zdaję sobie sprawę, że kompozycja może znaleźć wielu fanów. Nie ma w niej jednak niczego specjalnego, skupiającego uwagę na dłużej.
OCENA: 53/100
Z tą wokalistką jest bardzo różnie. Są utwory, w których ją kocham, i goszczą jako stali bywalcy na mojej play liście. Niefortunnie istienią także takie, o których słuchaniu chcę szybko zapomnieć, bo nic a nic mi się nie podobają. “Kl.10″ to bardzo pożądny utwór, do którego nie mam żadnych zastrzeżeń. Jest poprawny. Może to trochę za mało, by podbić konkurs i zająć miejce w top trzy, jednak z pewnością nie obniża poziomu tej wybitnej edycji. Ja czuję się przekonany, i kolejny kawałek Mediny dołączy do mojej play listy.
OCENA: 83/100
Banalne połączenie nurtów orientalnych z muzyką popową. Niezbyt przemawia to do mnie. Brzmi za prosto, a wokal także jakoś specjalnie nie czaruje. Po raz kolejny można uznać, że jest słuchalnie, jednak ja nie oczekuję takiej muzyki w tego typu konkursie. Jeśli chcę dać pop, to taki który porwie za sobą tłumy, a ten utwór mnie nie porywa. A wręcz wywołuje odrobinę znużenia. Coś się nie udało. Refren jest zbyt mało wyrazisty, bardziej mydlany. Nie tędy droga moim zdaniem.
OCENA: 46/100
Czas na duet z dwóch sąsiednich państw: Norwegia & Szwecja – bratnie dusze. Czy tutaj to słychać? Myślę, że tak. “Imagine” to porządna propozycja popowa, która posiada to, czego brakowało Maroko z całą pewnością. Chwyta słuchacza refrenem, prostym, jednak wymownym i wciągającym. Nie wiem, czy byłbym w stanie polubić ten utwór stu procentowo, jednak pozostawia po sobie bardzo dobre wrażenie – czegoś przyjemnego, lekkiego i świetnie zaaranżowanego.
OCENA: 70/100
Kolejna nie wykorzystana szansa w moim odczuciu. Tym razem nie chodzi o produkcję samego utworu, a decyzję menadżera co do wersji piosenki. Akustyczna brzmi bardzo dobrze, jednak gdy słucham wersji oryginalnej – mam ciary na całym ciale, które w tej odsłonie zanikają. Głos Mandy czaruje, jednak brakuje tutaj pazura, jaki ma oryginał. Tak, to największy zarzut jaki mogę poczynić względem tej kompozycji. Cała reszta prezentuje się wybornie i smacznie. Melodyjność piosenki to jej największy atut.
OCENA: 85/100
W tym wypadku mam do czynienia z piosenką bardzo prostą. Przypadek Ukrainy pokazuje, że niekiedy wystarczy gitara i zjawiskowy wokal, by publika mogła paść na kolana. Ja padam i oddaję ukłony. Rytmicznie – zdecydowanie najlepsza propozycja w całej stawce 55.Eurosongs. Inne aspekty na tle konkurencji także wypadają bardzo pozytywnie, co buduje w moim mniemaniu na prawdę dużego kandydata do zajęcia wysokiej pozycji. Klimat lekkości i dostojności powinien udzielić się wszystkim słuchaczom.
OCENA: 100/100
OCENA: 56/100
ALBANIA
ARMENIA
AZERBEJDŻAN
BELGIA
BUŁGARIA
CYPR
LIBAN
LITWA
LUKSEMBURG
MACEDONIA
MOŁDAWIA
RUMUNIA
SERBIA
SŁOWENIA































Szwecja - 27pkt.
Norwegia - 24 pkt.
Łotwa - 19 pkt.
Irlandia - 13 pkt.
Szwajcaria - 13 pkt.
Finlandia - 12 pkt.
Malta - 12 pkt.
Dania - 10 pkt.
Francja - 10 pkt.
Niemcy - 10 pkt.
UK - 10 pkt.
Hiszpania - 8 pkt.
Islandia - 8 pkt.
Maroko - 8 pkt.
Rosja - 7 pkt.
Gruzja - 6 pkt.
Węgry - 6 pkt.
Włochy - 6 pkt.
Czechy - 5 pkt.
Izrael - 5 pkt.
Słowacja - 5 pkt.
Polska - 4 pkt.
Grecja - 3 pkt.
Najnowsze komentarze